Rozdział 2 Rozmowa

przez , 30.maj.2013, w Bez kategorii

-Ale Fobos żyje. Czuję to. Czuję jego aurę.-odpowiedziała pospiesznie królowa
-Nie do wiary.- Mruknęła Miradiel, przewracając teatralnie oczami. Następnie zwróciła swoją twarz w stronę córki i smutno się uśmiechnęła- Kochanie, ja wiem, że to trudne,ale On nie żyje. Jego mroczne serce nie bije.
-No wiesz Miradiel, ono nie bije już od jakiś szesnastu lat. Hehe- Vathek wcale nie zamierzał się smucić, a już na pewno nie zamierzał tego ukrywać. Nienawidził Księcia i większość ludzi mu się po prostu nie dziwiła.
Kiedy Miradiel i Vathek rozmawiali, Elyon zamknęła oczy i skupiła w sobie małą cząstkę energii. Królowa szybko złapała matkę za rękę. Po chwili Miradiel czuła jak przechodzą ją dreszcze, ręce zaczynają jej się pocić, a z gardła zaczyna wydobywać się ciężki jęk. Coś pchało Miradiel do popełnienia jakiegoś głupstwa. W tym czasie Alborn zaczął się niepokoić o ukochaną.
-Elyon, coś ty zrobiła matce?
-Nic, tylko jej coś pokazuję.- Kiedy Miradiel spłynęła pierwsza łza po policzku, królowa puściła jej rękę. Eleanor (Miradiel) osunęła się na ziemię i zaczęła cicho łkać. Alborn szybko do niej podszedł i łapiąc ją za ramię próbował pocieszyć. Widać było na jego twarzy zaniepokojenie. Vathek z kolei, zaczął delikatnie podnosić nieprzytomnego księcia z ziemi.
-To… na który śmietnik mam To wyrzucić?- Zaczął sługa. Miał niemały uśmiech na twarzy.
-VATHEK! Jezu, zanieś księcia do mojej komnaty i lepiej nie rób mu krzywdy, bo gorzko, ale to gorzko tego pożałujesz.- Elyon była stanowcza. Wściekła się, było to widać. Vathek już nic nie mówił tylko odszedł w stronę pałacu.
- Po co to, Elyon?- zapytał Alborn
-On żyje- odpowiedziała ze łzami Eleanora – Czułam. Czułam jego aurę. Tę mroczną, nieprzeniknioną moc, która próbowała mnie zabić. To było okropne.

Kim jestem? A może… czym jestem? Już wiem, jestem nic niewartym sierotą. Moja zasada? Ja nie mam zasad. No, może poza jedną. Właściwie, czemu tu jest tak ciemno? Dlaczego wszystko mnie boli? Czyżbym już umarł? Niee, trupy nie myślą, no i bym spotkał ojca. Ehhh…. Zaraz, co to za światło? Ono się chyba do mnie zbliża. Jak tu się nagle zrobiło ciepło, ból uchodzi ze wszystkich moich partii ciała. Jakie cudowne uczucie, takie czyste i nienaruszone, a zarazem takie naiwne. Dlaczego ono chce mi pomóc? To ciepło, już kiedyś je czułem. Jest takie przyjemne. Wciąga mnie ze sobą, ale nic mnie to nie obchodzi. Ciągnie mnie ze sobą!!! Co to kuźde jest??
Fobos zaczął powoli otwierać powieki, które od jasnego światła natychmiast się zamykały. Po chwili jego oczy przyzwyczaiły się do światła i mógł już widzieć całkiem znośnie. To co ujrzał przewyższyło znacznie jego oczekiwania, a może nawet wyobraźnię. Przed jego nogami stała ruda kobieta, była bardzo przestraszona. Książę mógł to dostrzec po nogach, które trzęsły się niczym galareta. Tuż koło rudej stał wysoki, umięśniony mężczyzna. Miał może 34-5 lat. On także się bał, ale nie okazywał tego. To, co zdziwiło księcia najbardziej to to co ujrzał obok mężczyzny. Stała tam dziewczyna. Miała może 14 lat. Długie włosy w jasnym kolorze. Fobos, który jeszcze nie widział dokładnie, ale domyślał się kto to jest. Owa postać stała zgięta wpół. Trzymała się za brzuch, a z tego ,co widział książę, miała grymas bólu na twarzy, ale się uśmiechała.
-Witaj, Fobosie- Odpowiedziała spokojnie, lecz głosem pełnym bólu. – Witaj w Me….- Nie dokończyła, ponieważ zemdlała. W ostatniej chwili złapał ją Alborn.

Fobos wstał z łóżka, rozejrzał się dookoła i wyszedł z komnaty. Gdzieś w oddali słyszał krzyki wołające o pomoc. Nie przejmował się nimi. Książę wyszedł na plac główny zamku, który wcześniej należał do niego.
Dobra, nic z tego nie rozumiem. Jestem w więzieniu, uciekam i budzę się w komnacie Elyon z … Elyon przy boku. Co się dzieje? Kurczę, patrząc na ten plac, ehhh, aż wspomnienia wracają. Ciekawe, ile zajmie Devilowi odnalezienie mojego obecnego położenia. Może powinienem…
-Ekhem, ekhem, przepraszam , ty jesteś Fobos, prawda?- Podeszła do mnie jakaś stara kobieta,nie lubię jej, ja nikogo nie lubię.
-Dla ciebie KSIĄŻĘ Fobos. Tak, to ja.
-Zauważyłam. Nikt nie jest tak zadziorny i uparty w tym państwie jak ty.
-Słuchaj, stara kobieto. Uważaj na słowa, bo…- Co za tupet. Żeby mnie obrażać.
- Chłopcze, posłuchaj. Mam 92 lata, za dwa miesiące umrę. Daj spokój, usiądźmy na ławce i porozmawiajmy.
-Zgoda, ale nie wiem o co Ci chodzi- Odpowiedziałem całkiem szczerze, pojęcia nie miałem czego ta kobieta ode mnie chciała.
Zgodnie z jej prośbą poszliśmy na pobliską ławkę. Przedstawiła mi się, opowiedziała o swojej chorobie i o synach, którzy zginęli. Nie ruszało mnie to w ogóle. Rozmawiałem tylko dlatego, że czułem taką potrzebę . Inaczej bym ją zabił, albo wrzucił do kamieniołomów razem z innymi starcami.
-Dlaczego tak bardzo jesteś uparty?- Spytała kobieta. Co ona nienormalna jest? Ale i tak umiera, więc chyba pogadać możemy.
-Mam to po mamie.
-A dlaczego jesteś taki wysoki?
-Mam to po tacie.- Ta baba zaczynała mnie irytować.
- A dlaczego masz takie mroczne serce?
-…-Zbiła mnie z tropu, nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć.
-Nie masz mrocznego serca, prawda? Ty po prostu chcesz, żeby ludzie cię tak postrzegali. Opowiem Ci pewną historię. Dawno temu żyła sobie królowa Keira, nie miała męża, ale miała córkę. Ta córka była już na tyle dorosła, że trzeba było wydać ją za mąż. Znalazł się ochotnik, jeden, drugi, trzeci, ale ona pokochała innego. Zwykłego mieszkanina. Królowa Keira, po długich namowach i różnych wydarzeniach, zgodziła się oddać królestwo młodemu małżeństwu. Jednak królewna miała kaprys urodzić córeczkę. Zaszła w ciążę, jednak urodził się syn. Królowa była wściekła i postanowiła się zemścić na mężu, który dał jej syna. No, dalszą część opowiem jak przy następnej okazji. –byłem zaintrygowany, z kąś znałem tę historię, chciałem, żeby to próchno mi dokończyło.
-Niech pani nie przerywa.
-Mam tylko jedną prośbę. Zaopiekuj się siostrą i nie daj się Devilovi.- Zaraz skąd ta kobieta… Zacząłem się rozglądać,ale kobiety nigdzie nie było. A może ona miała rację. Na razie muszę zostać w Meridianie, a później się zobaczy. Ta historia, z skąd ja ją znam. Pamiętam! Moja babcia nazywała się Keira, a więc to przeze mnie moja matka przestała kochać ojca. Hehe, kolejna zła rzecz, którą zrobiłem zanim się urodziłem.
Fobos siedział zamyślony. Vathek został poproszony przez królową o przyprowadzenie księcia do Sali konferencyjnej. Niebieski stwór szedł krokiem spokojnym, nieśpieszącym się. On także odczuwał lęk. Kiedy był już dostatecznie blisko placu zaczął na poważnie myśląc o ucieczce, gdy nagle pośliznął się o skórkę od jakiegoś owoca i runął z całym impetem na podłogę.
- Oo witaj. Vatek, tak? Ten pół myślący wojownik od siedmiu boleści?- Dźwięk upadania i krzyk stwora skutecznie wyrwały księcia z zamyślenia.
-Witaj książę Fobosie- Niebieskawy wstał tak szybko jak tylko mógł i ukłonił się przed księciem.- Panie, królowa Elyon zaprasza cię do Sali konferencyjnej.
-Królowa? Zaprasza mnie? Ach, rozumiem. Skoro mówi ,,zaprasza” mam rozumieć ,,natychmiast mam iść”? Oto jej chodziło?
-Tak.
-Tak, Panie! Tak masz odpowiadać- Książę lekko się zirytował, bo skoro i tak królem nie jest to chociaż ,,panie” należałoby do niego mówić.
-Ehhh…. Zgoda, już idę.

2 komentarze więcej...

Rozdział 1 Gość

przez , 17.maj.2013, w Bez kategorii

Elyon szła spokojnym krokiem do sali konferencyjnej. Była dziewiąta rano. Dziewczyna przetarła zaczerwienoine oczy- efekt nocnych ucieczek.

-Przypomnijcie mi, proszę, dlaczegoż mam wstawać tak wcześnie?- spytała jednocześnie ziewając-Mamo?

-Och, kochanie. Twoi poddani muszą mieć z tobą kontakt, inaczej się od ciebie odwrócą. Będą powstawały bunty i skandale. Tak jak w przypadku Fobosa…

-Księcia Fobosa, tato- upomniała ojca.

-Nadal go ,,lubisz”? Nawet po tym co ci…co nam zrobił?

-To mój brat, kocham go. Nie ważne co zrobił. To przeszłość. I mam nadzieję, że nadejdzie dzień w którym zrozumie, że to Tu jest jego dom.-Elyon była już rozbudzona i wierzyła w każde słowo jakie padło z jej ust przed chwilą.

Więcej królowa nie zdążyła powiedzieć, gdyż właśnie otwarły się drzwi do sali i spoglądał na nią tłum wiernych poddanych. Elyon w ciągu sekundy zmieniła wyraz twarzy, z zaspanej na zdecydowaną. Nadęła pierś i gdy tylko tłum się rozsunął, przeszła spokojnie do tronu. Usiadła i zaczęła słuchać.

-Pani, nazywam się Efed, proszę, nie, błagam, mam troje dzieci i ani grosza na chleb.

Królowa już nie słuchała. Miała szczerze  dość! Od pół roku to samo! ,,…Nie mam na chleb”, albo ,, … muszę nakarmić dzieci”. Nie to, że jestem egoistką, ale mam 16 lat do diabła, ja też chcę przeżywać przygody, myślała za każdym razem kiedy słuchała biedaków.

- …pani? To dasz nam,…um… coś do jedzenia?

-Oczywiście, Straż!!! Dajcie temu biedakowi pięć chlebów.-rzekła. Miała cichą nadzieję, że te ,,tortury” szybko się skończą i będzie mogła wsiąść na swoją klacz i pognać hen daleko.

-Witaj, o pani. Nazywam się…

-PANI!PANI!!! KRÓLOWO ELYON!- do sali wbiegł chłopiec. Był cały spocony.

-Co się stało?- królowa zerwała się z tronu i szybko podbiegła do chłopaka.

Chłopca złapała przybrana matka Elyon. Młodzieniec mdlał ze zmęczenia.

-Pami…. Ks…Ksi…Książę Fob…os jest … na placu głównym.- tylko tyle zdołał wydukać młody, jednak to wystarczyło, aby każdy na sali dostał palpitacji serca.

Elyon poczuła przypływ radości i strachu. W końcu coś się w tym nudnym królestwie, pomyślała. Zawołała straż i kazała im doprowadzić chłopca do porządku, a sama w tym czasie złapała Miradiel oraz ojca za knykcie i użyła swojej mocy do przeteleportowania się na plac miejski.

******************

Królowa trafiła tam w niecałe dwie sekundy. Była podekscytowana, jednak nie okazywała tego. Zaczęła się rozglądać. Nic nie widziała, poza małą grupką meridiańczyków przyglądającą się ze strachem na jakiś obiekt. Królowa zuważyła, że niektórym nawet uginają się kolana pod wpływem strachu. Nagle ktoś krzyknął oznajmiając, że jest już Czyste serce Meridianu. Wszyscy natychmiast się rozstąpili. Jednak nadal czekali na reakcję Elyon. Królowa poczuła strach, ale w dalszym ciągu nie mogłą tego okazać. Kiedy zaczęła podchodzić do tego ,,obiektu” zauważyła Vatheka, który przytrzymywał jakiegoś biedaka z kosą w ręku. Królowa czuła jakby śniła. To wszystko było takie … nierealne. Tak długo czekała, aż w końcu się spełniło. Książę jest w Meridianie. Może uda mi się go zatrzymać tutaj, myślała. Królowa zrobiła jeszcze jeden krok i …ją zamurowało. Leżał tam. Jej brat. Jej starszy brat… cały we krwi. Jego włosy, kiedyś do kolan teraz ledwo sięgały pasa. Były poplątane. Jego szta, cała w strzępach, zakrywała jedynie nogi i trochę brzucha. Był cały poobijany, jakby go ktoś torturował. Elyon zakłuło serce. Kto go tak urządził?, to pytanie, aż huczało w jej głowie. Jednak cichy szmer przywrócił Królową do rzeczywistości.

-Nnie ma co tu oglądać- oznajmiła roztrzęsionym głosem, już nie mogła wytrzymać. Nerwy trzumała na wodzy, ale już ostatkiem sił.- Boże święty…-dodała ściszonym głosem, kiedy zobaczyła jego żebra, był taki chudy. – Rozejść się! JUŻ!!!- pierwsze ły poleciały jej po policzku. W tym momencie za ramię królowej złąpała Miradiel.

-Chodź Eloyon. Kochanie, spokojnie. Vathek weźmie zwłoki- oznajmiła, chodź w głębi duszy cieszyła się, żę Fobos już nikomu nie zagraża.

…………………………………………………………………………………………………………………..

Hej, Nazywam się……. . I od dzisiaj będę piasała blog o Księciu Fobosie z bajki W>I>T>C>H. Chciałabym głównie podziękować Marcie- dziewczynie, która mnie zmotywowała do pisania. Co by tu jeszcze…JEŚLI BLOG CI SIĘ NIE PODOBA WYJDŹ Z NIEGO, A NIE CHAMSKO KOMENTUJ!!! To chyba wszystko. Jak macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach lub na aikiro@onet.pl

PS. Sorki za błędy, ale jest już późno i mój mózg nie pracuje :P

 

2 komentarze :, , więcej...

Witaj, świecie!

przez , 15.maj.2013, w Bez kategorii

Witaj w sieci Blog.pl. To jest Twój pierwszy wpis. Zmodyfikuj go lub usuń, a następnie rozpocznij blogowanie!

1 komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...